Obóz nurkowy jezioro Mausz 2013

To opowieść o kilku wspólnie spędzonych dniach sierpnia, w uroczej scenerii Jeziora Mausz na Kaszubach.

Każdy wyruszył w tę podróż z innego powodu: jedni byli organizatorami i szkoleniowcami, inni brali udział w kursie P1, jeszcze inni spędzali urlop z rodziną lub sympatią. Niektórzy sięgali po swoje marzenia lub pokonywali granice swej wyobraźni. Wszyscy mieliśmy wspólny pretekst: nurkowanie teraz lub jak najprędzej…

 

(Dorota, Tymon i kolega z obozu niepełnosprawnych sportowców).

Na miejscu okazało się, że każdemu z nas przyszło zmierzyć się z samym sobą, czasem z wielką pompą, a czasem w zaciszu własnego serca. Niewątpliwie wiele sukcesów pozostanie ukrytymi przed wścibskim obiektywem aparatu.

(Bartek w czasie zajęć z pływania).

Jedni osiągali dno…

(Ola w czasie wynurzania).

Inni wznosili się wysoko, wysoko….

 

(Ola, Tymcio i Nikita)

Sprawdziliśmy cierpliwość i samozaparcie naszej nowej wolontariuszki (zawodowo instruktorki jogi)- tak jak pomysłowość i gibkość Jej ciała-są nieograniczone. Skutek uboczny: podobno wydłużyły nam się kręgosłupy nawet o 3 cm (o rozwoju kręgosłupów moralnych nawet nie wspominamy). I to wszystko bezboleśnie i z uśmiechem, bynajmniej nie sardonicznym).

(Dorota i Bartek w czasie zajęć z jogi. Oj! polały się łzy wzruszenia).

Mieliśmy okazję działać jako zgrany zespół, przygotowując intro z nurkowania dla naszych nowych przyjaciół ze Szkółki Jeździeckiej Afra, którzy wcześniej zaprosili nas na konną przejażdżkę (otaczając zwartym kordonem najbardziej uśmiechniętych).

(Bartek z przyjaciółmi ze Szkółki Jeździeckiej Afra).

Instruktor „Maciek” w czasie pierwszej próby zanurzenia koleżanki ze Szkółki Jeździeckiej Afra.

W jeziorze, jak to w jeziorze spotkać można było rusałki i koniki wodne, dzięki którym odbyliśmy krótką lekcję pływania na grzbiecie (tym razem nie swoim).

(Romek z koleżanką ze Szkółki Jeździeckiej Afra)

U większości lekcja przebiegała… płynnie, choć zdarzyła się postać wybitna, która bez uprzedzenia rzuciła się w otchłań szalejących fal. Pozdrawiamy Cię Romku!!!

(Olga – zaklinacz koni w czasie pławienia).

Były wśród nas jednostki na tyle zaciekłe, by rozpoczynać dzień rozpływaniem o godzinie 7.00. Nie powstrzymywaliśmy Ich zbyt gwałtownie- przecież w tym czasie spaliśmy, jak każdy normalny człowiek na urlopie.

(Romek-poranny entuzjasta niskich temperatur).

Bardziej wyspani preferowali pływanie w przyjaźniejszej temperaturze otoczenia, korzystając przy tym z kąpieli słonecznej.

(Marcin szykujący się do doskonalenia żabki, w asyście prawdopodobnie płetw Romka).

Jeszcze inni błogo dryfowali z twarzą zwróconą ku słońcu, odziani w ciasną, nie oddychającą, utrudniającą zanurzenie i wszelki ruch pianką, z którą walczyli przy zakładaniu i z którą będą walczyć przy jej ściąganiu.

(Wojtek i Olga przed nurkowaniem).

Najmniej zawzięci wybierali umiarkowanie inwazyjną formę kontaktu z zimną i mokrą przecież wodą.

(Ola, Marcin, Tymon i Nikita jako galion…tyle, że na rufie).

Aby nie wyrosły nam płetwy, łuski i skrzela instruktorzy czasem pozwalali nam wyjść z wody i można było wtedy tak zwyczajnie iść na grzyby (które były zupełnie gdzie indziej, niż ich szukano), połowić ryby (podobnie jak grzyby), opalać się, spacerować

(Bartek z Nikitą przyłapani na nie pływaniu).

Ryby, które były zupełnie gdzie indziej, niż ich szukano, ostatecznie trafiły jednak w nasze ręce a potem żołądki, wcześniej uwędzone przez nas w aromatycznym dymie z olchy i jałowca (który, podobnie jak grzyby i ryby, był zupełnie gdzie indziej, niż go szukano).

(„Maciek”, Marcin i Damian ostatecznie rozstrzygający los węgorzy. Jak widać stanowiska pracy dobrane w ten sposób, by nie narażać nóg na wyschnięcie).

Przede wszystkim jednak mogliśmy spróbować swoich sił w nurkowaniu w wodach otwartych. Niektórzy po raz pierwszy.

(„Maciek”, Wojtek, Olga i Jacek w czasie klarowania sprzętu w Ośrodku Skierka nad Jeziorem Mausz).

Swoje pierwsze intro odbyli: Romek, Marcin i Dorota (tak, tak, instruktorka jogi-świeży narybek w naszym Stowarzyszeniu).

(„Maciek” i Romek)

(Marcin i Damian)

(Dorota i Jacek)

Wróciliśmy. Opaleni i oczekujący kolejnego wspólnego wyjazdu. Może dołączysz do nas? Musisz spełniać tylko jeden warunek: chcieć… resztą my się zajmiemy…

(„Maciek”, Marcin, Olga, Wojtek i Damian-powrót z ostatniego nurkowania).

Zdjęcia wykonali uczestnicy obozu nurkowego, zorganizowanego przez Śląskie Stowarzyszenie Niepełnosprawnych Płetwonurków w Zabrzu z bazą na terenie Ośrodka Szkoleniowo-Rehabilitacyjnego MAUSZ Bory Tucholskie 4-10 sierpień 2013 roku: Roman Drobniak, Jacek Duszewicz, Marcin Smoliński, Marcin Nosek i Aleksandra Janus.