Niepełnosprawni żeglarze wyruszają w rejs

10 niepełnosprawnych żeglarzy wyruszy we wtorek wieczorem w rejs z Giżycka po Wielkich Jeziorach Mazurskich. To podopieczni Fundacji Anny Dymnej "Mimo wszystko", dla których wyprawa jest spełnieniem marzeń i zdobyciem ich własnego "małego Kilimandżaro".

Jacht

Zakwalifikowali się do udziału w rejsie, pisząc listy motywacyjne, każdy z nich musiał przekonać organizatora wyprawy, że to właśnie on powinien znaleźć się na rejsie.

Uczestnicy są już na pokładach łódek w stanicy wodnej w Giżycku, na razie jeszcze przycumowanych do kei. Już się zaokrętowali na jachtach i przygotowują pierwszy posiłek.

 

 

 

Najstarszy z nich ma 41 lat a najmłodszy 19. Są wśród nich osoby z niedowładami, poruszające się o kulach, niedowidzące i niedosłyszące. Dla większości z nich to pierwszy kontakt z żeglarstwem, ale są i tacy, którzy żeglują systematycznie a nawet mogą się poszczycić patentem żeglarza.

40-letni Dariusz Gregorczyk z Warszawy, mimo czterokończynowego niedowładu, ma duże doświadczenie żeglarskie, bo właśnie w giżyckim Almaturze, ośrodku szkolącym niepełnosprawnych żeglarzy, zdobył pierwsze szlify i ma patent żeglarza jachtowego.

"Staram się być na Mazurach co roku, po wejściu a właściwie wjeździe, wózek składam i na pokładzie czuję się świetnie. Najwięcej frajdy sprawia mi sterowanie łodzią"- powiedział PAP żeglarz. Żeglarstwo nie jest jedyną jego pasją sportową. Uprawia rugby, trenował tenis, taniec towarzyski, bierze udział w maratonach na wózkach. Przyznał, że musiał odnaleźć siłę w sobie samym 6 lat temu, by się przełamać i wyjść do ludzi. "Sport pozwala mi zachować kondycję fizyczną, która w przypadku niepełnosprawnych ruchowo jest bardzo ważna"- podkreślił.

Wejście na łódkę i rejs po Mazurach jest szczególnym momentem dla Justyny Szatkowskiej. To, że mazurskie jeziora mogą okazać się bardzo niebezpieczne i nieprzewidywalne, okazało się trzy lata temu podczas białego szkwału, gdy życie podczas gwałtownej nawałnicy straciło kilkunastu żeglarzy a wielu było poszkodowanych. Jedną z takich osób jest Justyna. Złamany przez nawałnicę maszt uderzył ją w głowę. Od tamtej pory zmaga się z niepełnosprawnością i porusza się z pomocą kijka do nordic walking. Zgłosiła się na mazurskie rejs, by - jak mówi - opanować lęk. "Borykam się ze złymi wspomnieniami, ale chcę to przełamać"- mówi Justyna.

Inny uczestnik rejsu Konrad Sadecki chciał wziąć udział w wyprawie, ponieważ od dawna było to jego marzeniem, ale marzenia - jak mówi - odkładał na później. 2,5 roku temu ujawnił się u niego guz mózgu, który spowodował lewostronny niedowład. Jak mówi, chce także poprzez to wyzwanie, jakim jest rejs, pokazać swemu 10-letniemu synowi, że nie warto odkładać marzeń na później.

Uczestnicy rejsu zdają sobie sprawę, że mimo swej niepełnosprawności nie będzie to dla nich wycieczka po jeziorach mazurskich. Będą spać na łódkach, przygotowywać sobie posiłki i sprzątać jacht, a przede wszystkim pełnić wachty.

Pogoda na Mazurach na razie zapowiada się pomyślnie, ale jak mówią uczestnicy, są przygotowani na deszcz, bo "im trudniej, tym lepiej, bo potem jest co wspominać".

Każdym z nich opiekuje się wolontariusz. W sumie na 5 łódkach żeglować będzie 10 podopiecznych fundacji, 10 wolontariuszy, 5 sterników i 5 pomocników sterników. Nad bezpieczeństwem żeglarzy czuwać będą ratownicy WOPR-u. Żeglarze jeszcze we wtorek wieczorem mają dotrzeć do Sztynortu, potem odwiedzą Węgorzewo i port Kal. Wyprawa zakończy się w Giżycku 17 września.

Oprócz żeglowania i wycieczek na lądzie odbędą także warsztaty polegające na przełamywaniu wewnętrznych barier i wydobyciu własnego potencjału.

Jak powiedziała PAP Małgorzata Wach z fundacji "Mimo wszystko", wyprawa, która odbywa się pod hasłem "Małe Kilimandżaro - Mazury 2010", nawiązuje do wyprawy z października 2008 r., kiedy to 9 osób z różnego rodzaju niepełnosprawnościami zmierzyło się z najwyższym szczytem Afryki, udowadniając, że stan fizyczny nie musi nikomu odebrać marzeń.

(źródło: Onet 13 wrz 10, 16:56)